Kliknij tutaj --> 🪄 santorini miejsca do zdjec
Często pytacie mnie o miejsca do zdjeć, które mogę polecić w Krakowie. Wbrew pozorom, wiele ich w naszym mieście nie ma… a jak już są, to zazwyczaj dość mocno oblegane przez turystów. Mamy jednak kilka naszych „miejscówek” i myślę, że przydadzą się każdemu, kto chce zrobić w Krakowie zdjęcie na IG ;) Zapraszam do Krakowa!
MJESTA NA SANTORINIJU. Treba vam samo 45 minuta da odete s jednog kraja otoka na drugi. Ipak, čini se kao da ga čine tri otoka: onaj dio s pogledom na kalderu (geološki oblik koji vulkan stvori kad se uruši sam u sebe), plaže i ostatak otoka. Na tako malenom otoku dva su glavna mjesta – Fira i Oia.
Wybierasz się do Barcelony i jeszcze nie wiesz, gdzie najlepiej zrobić zdjęcia? W naszym artykule pokazujemy Ci top 5 miejsc na wspaniałe zdjęcia wraz z informacjami o dojeździe, ewentualnych opłatach oraz przydatnymi radami, które pozwolą Ci uzyskać najlepsze efekty. Szykuj aparat, bo zaraz zapragniesz robić zdjęcia.
wybrzeże, Santorini, U wybrzeży Santorini., GRECJA. Pobyt na Santorini uważam za bardzo udany i na pewno na długo zapamiętam. Dawna nazwa wyspy - Kalliste, co znaczy „najpiękniejsza” jak najbardziej pasuje do tego miejsca.
Jest to również doskonałe miejsce do uprawiania różnych aktywności sportowych. 15. Pyrland Park Linowy nad Maltą. To miejsce jest rewelacyjne, idealne na wizytę z małymi dziećmi. Park linowy jest bezpieczny, a instruktorzy bardzo profesjonalni. Jest też dużo miejsca do odpoczynku. Dodatkowo organizują urodziny dla dzieci oraz
Site De Rencontre Millionnaire En France.
Poza słynną Oią, na Santorini trzeba też koniecznie zobaczyć stolicę wyspy – Firę. Malownicze domki przyklejone do szczytu krateru, wąskie uliczki, zejście do starego portu… I do tego jedne z najpiękniejszych widoków z restauracyjnych ogródków :) Dzień 3, część 2/2 Jak już wspominałam w poprzednim wpisie, po powrocie z ruin starożytnej Thiry i odwiedzinach w Kamari, udaliśmy się na obiad do Firy – stolicy wyspy. Zaparkowaliśmy przy głównej ulicy i ruszyliśmy w poszukiwaniu jakiejś czynnej restauracji. Tak jak i w innych miastach wiele lokali było zamkniętych, ale w końcu coś znaleźliśmy. Co prawda przy głównej trasie można było przekąsić lody czy jakieś inne słodkości, ale nie interesowały nas takie przegryzki. Spacerując wąskimi uliczkami coraz bliżej zbocza przypadkiem trafiliśmy do restauracji, z której roztaczał się niesamowity widok na wyspę Nea Kameni, kalderę i uwieszone na jej skraju domki Firy. W oddali majaczyła Oia. Szybki rzut oka na menu i ceny, oraz zachwycający widok zadecydowały, że dłużej nie szukamy. Słońce przygrzewało, na niebie prawie nie było chmur, więc wygodnie rozsiedliśmy się na zewnętrznym tarasie tuż przy barierce. Udało się nam zająć najlepsze miejsce, więc w trakcie posiłku ciągle mogliśmy oglądać niesamowitą panoramę. Gdy oczekiwaliśmy na zamówienie, wykorzystałam duży zoom w aparacie dokładnie przyglądając się wyspie Nea Kameni. Jest to środkowa, bezludna wysepka zupełnie pozbawiona roślinności. W ramach wycieczki z Santorini można na nią popłynąć, pochodzić wśród wulkanicznych krajobrazów lub wykąpać się w gorących źródłach. Niestety nie dane nam było skorzystanie z tych atrakcji, tak więc pozostało przyglądanie się pustej wyspie i małej motorówce, która płynęła stamtąd w stronę starego portu Firy. Na obiad mieliśmy ochotę zjeść coś typowo greckiego. Najlepiej coś, czego jeszcze wcześniej nie próbowaliśmy. Jednak jako że byliśmy poza sezonem, karta była mocno ograniczona. O co nie zapytałam, tego nie było… W końcu zamówiliśmy jagnięcinę w ziołach i mięso wołowe z wyglądającym jak ryż makaronem i sosem pomidorowym. Za dużego wyboru w restauracji nie było, ale to co nam podano było naprawdę smaczne. No i posiłek kosztował nas ponad 5 euro mniej niż było to podane w menu – nie wiem czemu, ale dostaliśmy zniżkę. W trakcie majowej wyprawy do Grecji kontynentalnej, za każdym razem w cenie posiłku dostawaliśmy dzbanek wody. Na Santorini chyba się tego nie praktykuje. Gdy skończyliśmy, pozachwycaliśmy się jeszcze chwilę widokami. Warto było wykorzystać każdy moment, bo naprawdę wkoło było piękne. W takich okolicznościach jeszcze nie zdarzyło się nam posilać :) W międzyczasie sporo osób wpadało do lokalu a to na drinka, a to na kawę – wszystko to było pretekstem do obfotografowania miasteczka z tej perspektywy. Jako że byliśmy na samym brzegu, nie musieliśmy nawet fatygować się do wstawania. Gdy tylko odeszliśmy od stolika, natychmiast na nasze miejsca rzuciło się parę innych osób. Najedzeni ruszyliśmy w poszukiwaniu zejścia do starego portu. Kręcąc się wśród uliczek, znów trafiliśmy na świetne miejsce, z którego doskonale widać było całą Firę. Co prawda wstępu na platformę, na której w sezonie prawdopodobnie rozstawione są stoliki restauracji, broniły sznurki, ale ktoś przed nami musiał jeden z nich punktu widokowego nie mogliśmy odpuścić. Fira prezentuje się pięknie, jednak muszę przyznać, że planując wizytę na Santorini, koniecznie trzeba zacząć zwiedzanie właśnie od niej. Wygląda niesamowicie, ale jeśli najpierw widziało się Oię, to trudniej docenić uroki Firy. Zbliżaliśmy się już powoli do drogi prowadzącej na sam dół. Można to było poznać po znacznych ilościach oślich odchodów i charakterystycznym, koniowatym zapachu. Faktycznie nie byliśmy daleko – zaraz naszym oczom ukazała się karawana składająca się z kilkunastu mułów. Na grzbiecie można pokonać całą trasę. Ze względu na niedostępność niektórych miejsc dla aut, skuterów, czy rowerów, zwierzęta te od wieków wykorzystywane są do transportu najróżniejszych materiałów. Ktoś wpadł na pomysł, że skoro muły przenoszą towary, to mogą posłużyć również za transport ludzi. Ja jednak nie wyobrażałam sobie przejścia całej tej trasy w dół na grzbiecie jakiegokolwiek koniowatego. Ciągle bałabym się, że spadnę. Zdarzyło mi się kilka razy siedzieć na koniu, więc wiem, że dla kogoś niewprawionego trasa prowadząca ciągle w dół może okazać się mało ciekawa. Zdecydowaliśmy się pokonać drogę na piechotę. To był jednak błąd, bo odezwały się moje dawne problemy z kolanami. Na dół zeszłam, ale konieczne było robienie po drodze kilku przerw. Jeżeli też macie problemy z kolanami, warto zastanowić się nad skorzystaniem z kolejki, która zbudowana została niedaleko zejścia. Po drodze widzieliśmy kilka znaków poświadczających, że na Santorini zawitała już wiosna. Pokręciliśmy się nieco na dole, ale w porcie wszystko było pozamykane. Moją uwagę zwróciły w szczególności wykute w skale pomieszczenia wyposażone w drewniane drzwi. Już wcześniej zauważyłam to przy czerwonej plaży oraz przy plaży w Akrotiri, ale tam drzwi rozpadały się i wyglądało na to, że nie są używane. Z porcie w Firze z kolei miały się dobrze. Ciekawy sposób na zagospodarowanie miejsca. Okazało się, że poza nami nie ma w porcie żywej duszy, więc postanowiliśmy wracać. Jako że niemożliwe było dla mnie pokonanie tej samej trasy na piechotę, udaliśmy się w kierunku kolejki. Wyglądała na nieczynną, ale po chwili pojawił się jakiś pracownik, który poinformował nas, że wjazd na górę kosztuje 5 euro od osoby. Tylko musieliśmy trochę poczekać, ponieważ wagoniki w tamtych dniach kursowały w godz. 9-12:00 i 15:00-16:00 w 30 minutowych odstępach. Mając jeszcze chwilę do odjazdu, wróciliśmy do portu. W porcie znajduje się kilka znaków kierujących do „stacji osiołków” (donkey station), ale osłów tam jest jak na lekarstwo. Wśród kilkunastu zwierząt widziałam może ze trzy. Resztę stanowią bardziej wytrzymałe muły. A wspominałam już może, że kolejnym z symboli Santorini jest właśnie osioł? Szybko rzuciliśmy okiem na kondycję zwierząt – czy nie są chore, wychudzone, poranione. Nie zdążyliśmy się odkręcić, a już był przy nas poganiacz stada. Za przejazd zażyczył sobie 5 euro od osoby, czyli tyle samo, ile wynosi przejazd kolejką. Na górze zajrzeliśmy jeszcze do kilku sklepików z pamiątkami i wróciliśmy do samochodu. Przy okazji widzieliśmy jeszcze „karawanę” mułów wracających do domu. Niestety z tego wszystkiego zupełnie zapomniałam o muzeum archeologicznym znajdującym się gdzieś w tym mieście. Przypomnieliśmy sobie o nim dopiero wieczorem, gdy byliśmy już w hotelu. Bardzo żałuję, że tam nie trafiliśmy… W muzeum znajdują się ponoć imponujące freski odkryte w Akrotiri. Tym razem jednak ich nie zobaczyliśmy. Pojechaliśmy za to raz jeszcze na Czerwoną Plażę, żeby zobaczyć jak wygląda gdy oświetla ją powoli zachodzące słońce. Po drodze zauważyliśmy dwa wiatraki i kilka drzewek cytrynowych. Zatrzymaliśmy się na zrobienie kilku zdjęć i zaraz znów byliśmy w drodze. A na czerwonej plaży widok był niesamowity! Zbliżające się do linii horyzontu słońce wydobyło z klifów jeszcze więcej barwy. Tym razem jednak nie schodziliśmy już na dół. Fajnie było tam sobie trochę posiedzieć, szczególnie że byliśmy zupełnie sami, ale trzeba było się zbierać. Zależało mi na zobaczeniu Oi po zmierzchu. Efekt zdjęć po 18:30 możecie zobaczyć poniżej. Zachód słońca złapaliśmy jeszcze w trasie. Wyspa prezentowała się malowniczo. Niestety nie zdążyliśmy zobaczyć Oi w ostatnich promieniach. Gdy dojechaliśmy do parkingu, na którym zostawiliśmy auto dzień wcześniej, w Oi zapadał już zmierzch. Ostatnie grupki chińskich turystów wtaczały się do podstawionych dwóch autobusów i mieliśmy miasto prawie tylko dla o tej porze widać było, jak bardzo Oia jest opuszczona poza sezonem. Mało w którym domu paliło się światło. Zapadła cisza przerywana jedynie poświstywaniem wiatru. Warunki były idealne. Oia w tej wersji spodobała mi się jeszcze bardziej niż dzień wcześniej. Zrobiło się już zupełnie ciemno, gdy zapakowaliśmy się do samochodu. Na tym skończył się nasz pobyt na Santorini. Rano czekał nas powrót do Aten i kilkugodzinne zwiedzanie greckiej stolicy o którym napiszę nieco w następnym wpisie. Jeżeli kiedykolwiek chcielibyście wybrać się na Santorini, zdecydowanie polecam wyprawę poza sezonem. Co prawda może wiać dokuczliwy wiatr, ale macie zagwarantowane podziwianie tych wszystkich widoków w kameralnej atmosferze. W sezonie zawsze jest tam tłoczno. Tłumy ludzi odwiedzających wyspę doprowadziły do tego, że władze chcą wprowadzić limity turystów, mogących jednocześnie przebywać na wyspie. Zapewne wpłynie to w jakiś sposób na dostępność i ceny wycieczek, ale warto się rozglądać. Rocznik 86. Zarażona podróżniczym bakcylem od ponad 20 lat, raczej bez szans na wyleczenie. Lubiąca ciepełko miłośniczka Azji Południowo-Wschodniej oraz paradoksalnie… Islandii. W wolnej chwili zajmuje się swoimi pozostałymi pasjami jakimi są rośliny owadożerne oraz amatorsko fotografia. Cztery kroki do udanego urlopu: wyszukaj lot... ... wypożycz samochód... ... zminimalizuj swoją odpowiedzialność w razie uszkodzenia auta i ciesz się wyjazdem!
Toskania najładniejsze miejsca. Wyprawa – czerwiec 2015 Toskania najładniejsze miejsca DLACZEGO TU…? Już w zeszłym roku mieliśmy w planie zdobyć włoską Toskanię, niestety nie udało się. W tym roku troszkę bardziej zmobilizowaliśmy się i ta bajkowa kraina stała się naszą zdobyczą. A dlaczego nas tu tak ciągło…? Przecież tu nie ma morza, ani jeziora jedynie przydomowe baseniki, przy których można odpocząć. Oto jest pytanie. Cóż, planując nasze podróże baaardzo dużo czytaliśmy o Toskanii i jeszcze więcej oglądaliśmy zdjęć. To właśnie one robiły na nas ogromne wrażenie. Nieprawdopodobny klimat krajobrazu, który szczególnie o zachodzie lub wschodzie słońca jest w stanie rozłożyć chyba każdego na łopatki. Do tego dobra włoska kuchnia i pyszne toskańskie wino sprawiają, że turyści z całego świata ciągną tutaj tłumami. Około 60% z nich to oczywiście pasjonaci fotografii, ponieważ Toskania to jeśli nie najpiękniejszy plener fotograficzny w Europie to z pewnością jeden z pierwszych trzech. To chyba główne aspekty, które zaważyły na naszej decyzji, by zwiedzić Toskanię. W tej relacji chcielibyśmy skoncentrować się na charakterystycznych dla tego regionu Włoch krajobrazach. Jest kilka miejsc, do których powinno się dojechać, zatrzymać i odrobinę pokontemplować. Piękno Toskanii słynie nie tylko z bajecznych krajobrazów, ale również z charakterystycznej dla tego regionu architektury. Objeżdżając chociażby czarującą Val d’Orcię nie sposób nie zawitać do miasteczek, w których dostrzegamy pełne klimatu kamienne domy, romańskie kościoły z surowymi wnętrzami, wąskie i strome uliczki, nad którymi zawieszone są suszące się prania, a to wszystko przyozdobione pięknie kwitnącymi i pachnącymi kwiatami. Oj dużo można by mówić. Jeśli ktoś preferuje wypoczynek na plaży Toskania oferuje również piękną plażę w Vadzie, której biały piasek oblewany jest turkusową wodą Morza Liguryjskiego. Dobra, dobra, my jednak koncentrujemy się na urokliwym krajobrazie, którego klimat z pewnością poczuje każdy, kto wsiądzie w samochód i pojeździ wąskimi drogami między kolorowymi wzniesieniami i to najlepiej przed zachodem słońca lub zaraz po jego wschodzie. Wtedy dusza każdego turysty doznaje ukojenia. Muskające szczyty pagórków słońce, umiejętnie maluje światłem pofałdowany teren tak, że patrząc na niego z jakiegoś wzgórza ma się wrażenie, jakby było się w jakimś innym świecie, może nawet na innej planecie. Takie wrażenie zrodziło się we mnie kiedy to, któregoś bardzo wczesnego poranka udałem się z aparatem na czysto fotograficzną objazdówkę. Widoki niesamowite, na dodatek te mgły, coś nieprawdopodobnego. Toskania najładniejsze miejsca. ODROBINA KONKRETÓW Toskania leży w środkowej Italii granicząc od strony południowej z Lacjum, a od północy z Ligurią i Emilią Romanią. Od wschodu sąsiaduje z Umbrią i Marche, a na zachodzie zamyka się Morzem Tyrreńskim i Liguryjskim. Główne i najpopularniejsze miasta, a zarazem najbardziej zatłoczone to: Florencja (Firenze), Piza (Pisa), Lukka (Lucca), Arezo, Livorno i Siena. Region charakteryzuje się górzystym i pofałdowanym terenem, którego powierzchnia zamyka się w 23m². Planując wyprawę chcieliśmy wyszukać, dowiedzieć się ile jest zabytków w Toskanii. Na to pytanie nie ma odpowiedzi. Samych kościołów naliczono ponad Nie wspomnę o dziełach sztuki, których ilość często przekracza ilości dzieł w niejednym państwie na świecie. Ludność toskańska jest bardzo miła, uczynna i niemal zawsze uśmiechnięta. To nie to co w Polsce haha. Pod kątem turystycznym Toskania jest świetnie zorganizowana. Nie ma żadnych problemów z kwaterami, które można znaleźć przede wszystkim w gospodarstwach agroturystycznych (agriturismach), domach wakacyjnych lub po prostu w hotelach. Dobrze jest jednak wcześniej coś zarezerwować, wybór jest ogromny. Nie można tu pominąć campingów, na których parkuje z roku na rok coraz więcej camperów. W miastach znajdują się płatne parkingi, z których jest zawsze blisko do centralnych punktów zlokalizowanych przede wszystkim na starówkach. Trzeba uważać, żeby nie przegłodzić się w godzinach od do W tym czasie obowiązuje sjesta i wszystkie restauracje są zamknięte. Są oczywiście wyjątki w mniejszych miastach lub przydrożnych osteriach, będących własnością okolicznych producentów oliwy lub wina. W ostateczności można we Włoszech zjeść oryginalnego tureckiego kebaba, jesli komuś ścianki żołądka już całkiem się skleiły. No dobrze, czas już wystartować z objazdówką. Toskania najładniejsze miejsca, ZWIEDZANIE Wyjeżdżając do Toskanii postanowiliśmy skoncentrować się przede wszystkim na pięknej Val d’Orci. Z uwagi jednak na fakt, że to nasze wakacje, które zawsze lubimy spędzać nad morzem zdecydowaliśmy się kwaterować w dwóch miejscach. Pierwszy tydzień spędziliśmy w Montalcino, stolicy toskańskiego wina, zaś drugi tydzień w miejscowości Cecina nad morzem, sąsiadującej z małą wypoczynkową miejscowością Vada, której białe plaże z turkusową wodą znane są w całej Italii. Nie ukrywam, pomysł bardzo dobry. Stacjonując w Montalcino mieliśmy bardzo dobrą bazę wypadową do rejonu Val d’Orcia, będącego sercem toskańskiego krajobrazu. Na początek obraliśmy sobie trasę na południe od Montalcino kierując się do ponoć najbardziej urokliwego opactwa w regionie Sant Antimo. Pogoda nie do końca dopisywała, w pewnym momencie nawet lunęło deszczem, ale tylko na 5 minut. Opactwo znajduje się tuż obok miejscowości Castelnuovo dell’ Abate. Dotrzeć do niego można jadąc z Montalcino szosą P160 w kierunku Monte Amiata, z której po około 2km trzeba skręcić w lewo na częściowo szutrową drogę prowadzącą do samego opactwa. To właśnie z tej drogi ukazuje nam się okazały kościół, który w IV wieku był małą kapliczką wzniesioną ku czci Św. Antima. Trzy wieki później kapliczka została rozbudowana do okazałego klasztoru, który trwając tyle lat zachował się w całości do dziś. Niestety w czasie kiedy przyjechaliśmy kościół był zamknięty i nie mogliśmy zobaczyć starych, surowych wnętrz obiektu. To można nazwać pechem, ponieważ nabożeństwa odbywają się tutaj 7 razy na dzień, a my wbiliśmy sie pomiędzy nie „całując klamkę”. Dla turystów z dalszych okolic, szukających wyciszenia informujemy, że zamieszkujący pobliskie Castelnuovo dell’ Abate mnisi wynajmują niedrogie pokoje, pod warunkiem uczestnictwa w życiu wspólnoty. Wiąże się to oczywiście z uczestnictwem w mszy świętej. Będąc w St. Antimo koniecznie należy zawitać do małego miasteczka Sant’ Angelo in Colle. Miejscowość zlokalizowana jest oczywiście na wzgórzu, z którego przepięknie widać rozciągający się obraz toskańskich pól i farm. Nie ukrywam, że jednego wczesnego poranka właśnie tu przyjechałem na mglisty foto plener. Mgły oczywiście ładnie się unosiły, ale były również chmury, które szczelnie blokowały promienie słońca. Od czasu do czasu coś zaświeciło, ale niestety słabo. Trasę z Sant’ Angelo in Colle do St. Antimo pokonaliśmy drogą szutrową. Na początku poczuliśmy lekki strach przed zerwaniem podwozia, ale spokojnie, nie było źle. Droga szutrowna jest równa i bez dziur, na dodatek wiodła między winnicami. Urokliwa przejażdżka. Z St. Antimo ruszyliśmy w kierunku San Quirico d’Orcia. Miasteczko oczywiście odwiedziliśmy, jednak zanim do niego dotarliśmy zatrzymywaliśmy się sam już nie wiem ile razy kontemplując bajkowy krajobraz ukazujący się z drogi SR2 w kierunki Pienzy. Dobrze, że wzdłuż szosy znajdują się wyjeżdżone przez zmotoryzowanych fotografów zatoczki, na których można bezpiecznie, ale uważając na dziury zaparkować. Bardzo często nie byliśmy jedynymi, którzy decydowali się na krótki foto-postój. Tak właśnie, wszyscy parkujący to amatorzy fotografi, a co jeden to z większym aparatem. Chcieliśmy dojechać do słynnej małej kapliczki Capella di Vitaleta. Kiedy minęliśmy San Quirico d’Orcia po paru kilometrach kapliczka ukazała się nam na horyzoncie po prawej. Niestety do kapliczki nie ma dojazdu samochodem. Można jednak dojść do niej pokonując pieszo niezły kawałek drogi. No cóż postanowiliśmy zostawić samochód przy bocznej, prywatnej drodze dojazdowej do agriturismo La Buca di Bellugi Lorenza. Stąd ruszyliśmy mijając po prawej słynną samotną willę, chyba najczęściej po toskańskiej sprężynce fotografowanym obiektem przez zawodowych fotografów. Często ta właśnie willa pokazywana jest na kalendarzach i informatorach turystycznych w otoczeniu morza mgieł. Po przejściu około 1km minęliśmy małą farmę, w której gospodarz kiwną ręką wskazując drogę do kapliczki. Od tego miejsca droga zamieniła się w zalesioną ścieżkę, w którą już dalej nie podążaliśmy. Wyszliśmy wyżej na polną drogę, z której już całkiem blisko było widać kapliczkę. Oboje z Elą stwierdziliśmy, że nie ma sensu dochodzić pod sam obiekt. I tak 5 minut konemplacji, kilka fotek i odwrót. Chcieliśmy jeszcze wieczorem pobiegać po naszym Montalcino, więc na pierwszy dzień plenerowej objazdówki to było już wszystko. Wracając przejeżdżaliśmy przez charakterystyczne miejsce, w którym każdy fotograf powinien się zatrzymać. Z obu stron drogi SR2 jadąc w kierunki Sieny przed wiaduktem zlokalizowanym już za San Quirico d’Orcia znajdują się zatoczki, gdzie można zatrzymać auto. Jeśli tu będziecie to koniecznie zatrzymajcie się i podejdźcie drogą polną lekko do góry. Ukażą się wam bajkowe, kolorowe pejzaże. Nie ukrywam, że zatrzymywałem się tu kilka razy, wczesnym rankiem, wieczorem i w ciągu dnia. Naprawdę piękny krajobraz. Zatrzymując się tu zawsze napotkacie na jakiegoś fotografa, z którym można wymienić kilka informacji w temacie ciekawych plenerów. Wszyscy chętnie rozmawiają. Na kolejny dzień objazdówki krajobrazowej wybraliśmy rejon urokliwej Pienzy, Montepulciano i Monticchiello. Pierwszym punktem postoju było oczywiście miejsce za mostem, z którego nie omieszkałem oddać kilka strzałów swoim Nikonem. Ela tym razem już nie wysiadała z samochodu tylko cierpliwie czekała. Postój nie trwał długo, bo do punktu widokowego jest zaledwie parę dziesiąt metrów. To właśnie tu znajduje się charakterystyczna kępa cyprysów. Można by się zastanawiać dlaczego takie małe kępy cyprysów rosną osamotnione na polach. Istnieje odpowiedź na to pytanie. Prawdopodobnie były one specjalnie sadzone przez ludzi, by zwabić do nich ptaki, które wpadały w założone tam pułapki. Ptaki były kiedyś pożywieniem, stąd taki pomysł polowań. Kiedy minęliśmy San Quirico d’Orcię znów wjechaliśmy w teatr krajobrazu. Niemal każda szutrowa zatoczka była nasza. Zatrzymaliśmy się na dłużej przy wjeździe na boczną drogę do winiarni po prawej. Jest tu charakterystyczna brama. Właściciele drogi nie życzą sobie, aby wjeżdżać tu samochodem, ale nie mają nic przeciwko pieszym, którzy mogą spokojnie przejść i pokonując długi odcinek drogi dojść do naszej kapliczki Cappelli di Vitaleta. Widok kapliczki z tego miejsca można zobaczyć na zdjęciach w foto galerii. Ruszyliśmy dalej po to, by za chwilę znów się zatrzymać. W takim tempie dojazd do pobliskiej Pienzy zajmie nam pół dnia mówi Ela. A ja odparłem „już jedziemy, jeszcze chwilka”. Wiedzieliśmy, że z Pienzy, która oczywiście leży na wysokim wzgórzu również roztacza się piękny widok, jednak dla mnie było by wielką szkodą, gdybym nie obfotografował wszystkiego tego, co mijaliśmy po drodze. Poza tym tu naprawdę jest pięknie. Powoli dojechaliśmy do Pienzy, w której oddaliśmy się dłuższej przechadzce tamtejszym deptakiem z pięknym widokiem na Val d’Orcię. Kolory pól, nie były już takie jak wczesną wiosną, ale nie było też najgorzej. Krajobraz małych rolniczych farm usytuowanych na wzniesieniach, otoczonych cyprysami pozostaje w głowie chyba już na całe życie. Nie będziemy teraz opisywać tego, co spodobało nam się w Pienzie. Temu miasteczku poświęcimy odrębną relację. Po opuszczeniu Pienzy udaliśmy się drogą S146 w kierunku Montepulciano. Teatr krajobrazu nieustannie nam towarzyszył. Naszym celem była tzw. „cyprysowa sprężynka”, czyli kolejne kultowo fotografowane miejsce w Val d’Orci. Sprężynka to nic innego, jak kawałek drogi biegnącej pod górę w charakterystyczny zygzak. Nie mylić z innym zygzakiem, który też należy do symboli Toskanii, ale znajduje się w zupełnie innym miejscu. Z Montepulciano skierowaliśmy się do Chianciano Terme zataczając już powrotny łuk do naszego Montalcino. Stamtąd wjechaliśmy już w krajobraz pól, który obserwowaliśmy z Pienzy oraz drogi między Pienzą, a Montepulciano. Tutaj, aby dotknąć piękna trzeba wjeżdżać w boczne szutrowe drogi, wysiąść z auta i trochę pospacerować. Odkrywają się wtedy przed nami nowe, bajkowe widoki. Kierowaliśmy się wąskimi, ale dobrymi asfaltowymi drogami do Monticchiello. To właśnie gdzieś tu ma znajdować się nasza sprężynka. Chcieliśmy dojechać do skrzyżowania z drogą do Monticchiello i Pienzy. Dokładnie przy tym skrzyżowaniu trzeba skręcić obok stojącego przy drodze agriturismo w szutrową drogę wiodącą lekko do góry. Jest! udało się. Stąd jeszcze nie widać cyprysowej sprężynki, ale po około 150m po lewej stronie drogi jest spora zatoczka do parkowania, chyba właśnie dla fotografów. Stąd nasz obiekt widoczny już jest w 70%. W tym momencie trzeba oczywiście zaparkować, wysiąść z auta i zejść polem w dół, tak aby charakterystyczna, cyprysowa droga pokazała nam się w całej okazałości. Nie ukrywam, że trochę trudno tu trafić, ale nie ma tu wielu możliwości pogubienia się, więc prędzej, czy później każdy tu trafi. Po zdobyciu „cyprysowej sprężynki” skierowaliśmy się powtórnie do urokliwej Pienzy na główny posiłek dnia. Mimo, że do miasteczka mieliśmy rzut beretem, to przejazd zajął na co najmniej godzinę, oczywiście z powodu przystanków. W Pienzie spędziliśmy dłuższy czas, by pod wieczór wrócić do naszego Montalcino. W drodze powrotnej obowiązkowy przystanek w widokowym punkcie przy wiadukcie za San Quirico d’Orcia. Znów krótka foto sesja i chwila kontemplacji. To ostatni punkt naszej drugo dniowej objazdówki. Kolejne dni nie przeznaczaliśmy już na takie lekkie objazdówki. Były to wyjazdy do konkretnych miejsc. W Toskani znajduje się kilka źródeł termalnych, byłoby grzechem nie odwiedzić choć jednego z nich. Wybraliśmy nieodpłatne Bagni San Filippo i nie żałowaliśmy. Wprawdzie źródła nie są duże, ale są naturalne. Zresztą miejsce nie jest oblegane przez tłumy, więc warto się tu wybrać. Bagni San Filippo to mała wioska Val d’Orci zlokalizowana na południu Toskanii. Można tu dojechać kierując się z San Quirico d’Orcia drogą regionalną SR2 na południe do jeziora Bolseńskiego. Na około 18kilometrze skręcamy w prawo i docieramy do wioski. Parkujemy auto i schodzimy wąską oznakowaną ścieżką do potoku, którego woda oblewa wapienne skały. Na skałach znajdują się rewelacyjne pięterka z małymi nieckami wypełnionymi ciepłą, wapienną wodą, w których można taplać się niczym w dużej wannie. Po kilku godzinach relaksu w wodzie człowiek staje się oczywiście głodny, więc co…? Trzeba znaleźć jakąś małą osterię. Ku naszemu zdziwieniu dwie małe knajpeczki były otwarte. Wybraliśmy małą rodzinną pizzerię-osterię oddaloną 20m od głównej drogi we wsi. Myśleliśmy o pizzy, ale ta była serwowana dopiero wieczorem, więc zdecydowaliśmy się na pesto i gnocchi. Powiem, że przy pesto odlecieliśmy, bardzo smaczne. Gnocchi z delikatnym mięskiem i sosem również rewelacja. Po prawej zdjęcie pizzeri, w której gotuje matka, a synowie podają i prowadzą lokal. W Toskanii mamy do wyboru wiele termalnych źródeł, jednak wszędzie są one w jakiś sposób zagospodarowane i już odpłatne. Bagni San Filipo to naturalny potok z ciepłą wodą, więc właśnie dlatego polecamy te termy. Cóż, na chwilę zjechaliśmy z naszych krajobrazowych tras. Czas wrócić, bo jeszcze jest kilka punktów, które można obejrzeć. Spacerując samochodem po Val d’Orci koniecznie trzeba zajechać na charakterystyczny cyprysowy zygzak, którego droga dzieli różnobarwne pola uprawne. Jak tam dojechać…? Każdy na mapie znajdzie miejscowość La Foce. Tutaj trzeba się kierować. Przy drodze SP40, którą tu docieramy znajduje się parking, skąd widać już tą charakterystyczną drogę, będącą dojazdem tylko do jednego prywatnego gospodarstwa. Najlepszy chyba widok tego miejsca można uzyskać skręcając przy bramie Villa La Foce i po przejechaniu paru set metrów „cyprysowy zygzak” pokazuje się nam jak na dłoni. Gdzie dalej…? W miejscowości La Foce można skręcić na małą, szutrową drogę w kierunku Montalcino. To był już nasz kierunek, ponieważ po prawie całym dniu moczenia w termach trzeba było w końcu powoli wracać na kwaterę. Rzecz jasna wjechaliśmy w tą drogę i nie żałowaliśmy. Teatr krajobrazu znów nam towarzyszył. Stąd również cyprysowy zygzak był widoczny. My jednak podążaliśmy już dalej. Pomimo, że powoli nadchodził już wieczór nie omieszkaliśmy się jeszcze kilka razy zatrzymać w polach. Sama przyjemność, tym bardziej, że wiedzieliśmy, że w domu czeka na nas butelka dobrego wina. Jeszcze kilka fotek i za niedługo znajdziemy się na kwaterze. Dla wszystkich wybierających się do Toskani, a w szczególności Val d’Orci gorąco polecamy przejażdżkę drogą S438 z Sieny do Asciano. To boczna droga, na którą można wjechać podążając z Sieny w kierunku Rzymu. Zaraz za wyjazdem z Sieny uważnie trzeba obserwować drogowskazy na Asciano i tam zjechać. Kilka zakrętów i po chwili wyjeżdżamy na otwarty teren bogaty w różnokolorowe wzgórza z gospodarstwami rolniczymi. Wracaliśmy wtedy z Sieny, nadchodził powoli wieczór i to było coś. Opadające powoli słońce powodowało, że światło delikatnie muskało czubki wzgórz pofałdowanego terenu. Światło i cienie na różnokolorowych polach budowały niewyobrażalny teatr. Coś fantastycznego. W pewnym momencie zatrzymaliśmy się w jednej zatoczce, z której można było wąską ścieżką podejść na jedno z takich wzgórz. Co za widok. W tym momencie oprócz słońca i cieni wspaniały obraz pokazało nam niebo; ech nie do opisania. Zresztą zobaczcie fotkę po lewej. Nie wiem, czy ona odda to, co widzieliśmy na żywo. Stojąc na tym wzgórzu kręciliśmy się z Elą wkoło własnej osi wykonując nie jeden obrót o 360°. Wierzcie było co oglądać. Staliśmy tu dobre 20 minut. Zresztą po chwili podeszli za nami Chińczycy, chłopak z dziewczyną i oczywiście ogromnym aparatem, fotograficznym, żeby nie było wątpliwości. Ech, słońce coraz niżej, trzeba było powolutku schodzić do auta i jechać do domu. Tak też zrobiliśmy. Haha, ale nie trzeba było długo czekać na kolejny postój, zaraz po nim kolejny i tak co pare set metrów. W ten sposób zajechaliśmy na kwaterę przed Nie źle, prawda, ale naprawdę warto było zatrzymywać się w tych wszystkich miejscach. Trochę więcej fotek oczywiście w foto galerii. Krajobraz Toskanii to jeden wielki teatr. Najbardziej klimatyczne pejzaże budują się tu wiosną, kiedy na polach jest mnóstwo soczystej zieleni, a w powietrzu unosi się charakterystyczna wiosenna mgła. To wszystko podświetlone słonecznym światłem stwarza wrażenie jak gdybyśmy byli w jakiejś baśni. W czerwcu zieleń już zanika, ale nie całkowicie. Powstają za to inne kolory pól, które również urozmaicają krajobraz. Czerwcowa wyprawa do Toskanii posiada inne dodatkowe plusy, długie dni, nie zbyt dużo turystów, bo większość przyjeżdża w lipcu i sierpniu, no i oczywiście nie ma jeszcze upałów. W przypadku wiosennych wypadów do Toskanii musimy liczyć się z ryzykiem większej ilości opadów, jednak jak ktoś trafi na ładną pogodę, to z pewnością może powiedzieć, że widział Toskanię w całej swojej krasie. Na koniec tradycyjnie zapraszamy na foto przejażdżkę po toskańskiej Val d’Orci. Kliknij TUTAJ Podziel się z innymi
Wyspa Santorini to przepiękne miejsce, które jest ozdobą większości greckich pocztówek. Niebieskie dachy, śnieżnobiałe domy i widok na błękitne wody Morza Egejskiego zapierają dech w piersiach. Skuszeni filmem „Mamma Mia 2”, postanowiliśmy odwiedzić greckie Cyklady (choć tylko pierwszą część „Mamma Mia” kręcono na Skopelos, drugą już na chorwackiej wyspie Vis). Możemy z czystym sumieniem stwierdzić, że dwa tygodnie urlopu w Grecji będą idealne zarówno dla miłośników plażowania na jednej wyspie, jak i pragnących zwiedzić kilka z nich. Więcej o tym jak zaplanować wyjazd po greckich wyspach przeczytacie tutaj. Santorini to najczęściej odwiedzana część Cyklad, a więc i najbardziej zatłoczona. Przygotowaliśmy zatem kilka wskazówek i informacji praktycznych, abyście mogli w spokoju zwiedzić Santorini i uniknąć tłumów turystów. Zwiedzanie Santorini – jak dostać się na wyspę Wyspa Santorini leży na Morzu Egejskim, pomiędzy Atenami a Kretą. Dostaniecie się tutaj samolotem lub statkiem z Aten czy innych pobliskich wysp, o czym dokładnie przeczytacie w naszym wcześniejszym wpisie. Odradzamy jednodniowe wycieczki z Aten bądź Krety, gdyż umożliwi Wam to jedynie czterogodzinne odwiedzenie wyspy, co według nas zupełnie nie jest opłacalne. Dodatkowo, koszt takiej wycieczki jest bardzo wysoki – organizowana wycieczka z Krety to wydatek rzędu 160 euro! Znacznie lepszym wyborem jest przyjazd i odpoczynek na wyspie Ios, z której na Santorini dopłyniecie w niecałą godzinę. Według nas to najlepsza opcja, gdyż Ios to przepiękna wyspa, na której uciekniecie od tłumów turystów. A tak w ogóle to przeczytajcie dlaczego warto spędzić na wyspie Ios więcej czasu! Sprawdźcie też stronę w poszukiwaniu rozkładu promów. Kiedy jechać na Santorini Zdecydowanie odradzamy wycieczkę na Santorini w lipcu i sierpniu. To miesiące, w których na chodnikach i ścieżkach tworzą się gigantyczne kolejki, a zwiedzanie nie ma wtedy większego sensu. W tym okresie turyści oblegają nie tylko pocztówkowe Oia, ale i pozostałe miasteczka. Zdecydowanie lepiej odwiedzić Santorini na przełomie wiosny i lata – w maju, czerwcu lub pod koniec wakacji. Wrzesień i październik to również świetne miesiące na wyjazd, gdyż turystów ubywa, temperatury są nadal wysokie, a ryzyko odwołania rejsów z powodu silnych wiatrów niewielkie. Jeżeli planujecie lecieć na Santorini, to kwiecień i listopad też będą fantastycznym wyborem. Transport na wyspie Santorini Jeśli planujecie podróż na wyspę statkiem, znajdziecie się w nowym porcie Santorini – Athinios. Leży on u podnóża Firy, czyli stolicy wyspy, która jest głównym miasteczkiem przesiadkowym. Z portu do miast takich jak Fira, Imerovigli czy Oia dostaniecie się taksówką (za podróż z Kamari Beach do portu zapłaciliśmy 25€), hotelowym transferem czy lokalnym autobusem KTEL. W sezonie kursuje on bezpośrednio do większości miast, natomiast we wrześniu kursował tylko do Oia i Firy. W Firze bez problemu z tego samego dworca dostaniecie się do Oia, Imerovigli czy Kamari Beach. Cena biletu to kupicie je w autobusie już podczas przejazdu. Z racji tego, że nasz hotel znajdował się w Kamari Beach, aby odwiedzić słynne miasteczko Oia, na początku musieliśmy udać się do Firy, a stamtąd już pieszo lub autobusem do Oia. Trasa Fira-Imerovigli-Oia liczy 9 km, pokonacie ją pieszo w około 3 godziny. Taki był również nasz plan, ale miasteczka po drodze (a zwłaszcza Imerovigli) tak nas urzekły, że po 10 godzinach… dalej byliśmy w Imerovigli. Jak się później okazało, była to doskonała decyzja, gdyż trasa Imerovigli-Oia jest dość monotonna i męcząca. Zdecydowanie lepiej wybrać autobus z Firy, który szybko zabierze Was do miasteczka. I jeszcze mała wskazówka – jeśli dotrzecie już do Imerovigli i postanowicie wybrać się do Oia, to musicie wziąć dość drogą taksówkę lub zawrócić do stolicy wyspy. Chyba lepiej podelektować się zachodem słońca w Imerovigli z dala od turystów, a do Oia udać się następnego dnia, prawda? 😉 Gdzie nocować na Santorini Jeżeli planujecie luksusowe wakacje w pięciogwiazdkowym hotelu z widokiem na Kalderę – wybierzcie hotel w Oia. Ceny za noc w tym na wskroś turystycznym i ekskluzywnym miasteczku zaczynają się w sezonie od tysiąca złotych. Najpopularniejsze miejsca, gdzie można wynająć pokój lub apartament to z kolei Imerovigli, Fira i Kamari Beach. Po zwiedzeniu kilku greckich wysp, stwierdzamy zgodnie, że najwygodniejsza opcja to po prostu nocleg w pobliżu plaży, na którą w każdym momencie możecie wybrać się pieszo. Dojazd do głównych miast, które warto zwiedzić, i tak nigdy nie przekracza 20 minut. To idealne rozwiązanie i kompromis dla plażowiczów i odkrywców. Nocowaliśmy w obiekcie Villa Anneta, który znajdował się w Kamari Beach, kilka kroków od słynnej czarnej plaży na Santorini. Pokój z widokiem na morze, śniadania w cenie, basen i świetne umiejscowienie. Za trzy noce we wrześniu zapłacicie ok. 500 złotych za dwie osoby. Jak na Santorini, nie jest to wygórowana kwota. Nam w zupełności wystarczył, a śniadania były tam dużym plusem. Gdzie zjeść na Santorini Na Santorini znajdziecie wiele drogich i luksusowych knajpek. Wiecie, takich dla prawdziwych smakoszy wyszukanych dań. Ale jest też mnóstwo przeciętnych miejsc, gdzie za średniej jakości musakę przyjdzie Wam zapłacić dwa razy tyle co na innych greckich wyspach. Zrobiliśmy więc solidny research i oto lista naszych ulubionych miejsc (a także jedna knajpka, której zdecydowanie nie polecamy!) ⬇️ Il Forno Pizza and Pasta, Kamari Beach Najlepszy makaron jaki jedliśmy w życiu. Naprawdę! Pobił nawet wiele makaronów, które jedliśmy we Włoszech. Boska carbonara i jeszcze pyszniejsza alla norma z bakłażanem były strzałami w dziesiątkę. Kolejka była spora, a sam właściciel poczęstował nas kieliszkiem wina w oczekiwaniu na stolik. Il Forno to świetna, mała restauracja, dla której wrócilibyśmy na Santorini choćby jutro. Ceny za sporą porcję makaronu lub pizzy to około 7 euro. Właściciel wygląda jak Cristiano Ronaldo! Nick The Grill, Fira Gyrosy, souvlaki czy falafele? Tradycyjne mięsko w picie było tam najsmaczniejsze spośród tych wszystkich, które zjedliśmy w Grecji. Sporo ludzi w kolejce, ale naprawdę warto! Tak pysznego gyrosa za euro na Santorini się nie spodziewaliśmy. Świeże warzywa i świetne mięso – koniecznie wybierzcie się tam zjeść. Nick The Grill znajduje się w centrum Firy, kawałek za dworcem. Zaraz obok znajduje się często polecane miejsce również serwujące gyrosy czy souvlaki – Lucky’s Souvlakis. Jedzenie również dobre, ale lokal powyżej wypada znacznie lepiej. Warto zajrzeć dla odmiany i porównać smaki. Może akurat przypadnie Wam do gustu? Taverna Anestis, Imerovigli Tutaj zdecydowanie nie polecamy jeść. Byliśmy w tej tavernie dwa razy. Pierwszy raz na frappe, które było okej. Jeśli chcecie uchronić się przed słońcem i chwilę odpocząć przy zimnej kawie – jak najbardziej. Ale jeśli planujecie zjeść tutaj posiłek, omijajcie szerokim łukiem. Jedzenie było bez smaku, odgrzewane i nie przypominało greckich dań. Dlaczego? Odpowiedź nadeszła bardzo szybko – szefem kuchni w Tavernie Anestis okazał się Polak, ale niemający zbyt dużej wiedzy o kuchni greckiej, przyprawach i smakach. Jak jeść w Grecji, to u Greka, sorry. Zwiedzanie Santorini Na zwiedzanie Santorini warto poświęcić trzy dni. Jeden pełny dzień na trasę Fira-Firostefani-Imerovigli oraz odwiedzenie jednej z plaż – czarnej Kamari Beach lub czerwonej Akrotiri Beach. Zwiedzanie najlepiej rozpocząć od plaży, aby zachód słońca spędzić w mieście z widokiem na Kalderę. Cały dzień warto spędzić w malowniczym Oia, a kolejny – wedle uznania – na plażowaniu, ponownym odwiedzeniu któregoś miasteczka lub na wspinaczce z Kamari do antycznej części Santorini – starożytnej Thiry. Choć tak naprawdę, na Santorini można spędzić nawet dwa tygodnie i nie zaznać nudy. Liczne plaże (warta uwagi jest również Perissa Beach), zwiedzanie wulkanu Nea Kameni, rejs po Kalderze czy podziwianie bajkowych zachodów słońca to kilka powodów dla których warto zostać tutaj dłużej. Poniżej nasze must-see, które zobaczycie w dwa-trzy dni. Jeśli planujecie zwiedzanie Santorini w jeden dzień warto skupić się na Imerovigli i Oia. Oia – perła Santorini Zwiedzania Santorini nie można zaliczyć do udanych bez wizyty w Oia. Miasto położone jest na wulkanicznych klifach, które powstały w wyniku wielkiej erupcji. Choć Oia nie ma bezpośrednio dostępu do morza, to może zaoferować w zamian widok na Kalderę. Kaldera to ogromne wgłębienie, które powstaje w wyniku wybuchu wulkanu – jest to zapadnięty stożek wulkaniczny, który może być zalany wodą. Kaldera na wyspie Santorini to jedna z największych kalder na świecie. Jej średnica to 10 km, a głęboka jest aż na 350 metrów. Zalana wodą Morza Egejskiego w połączeniu z białymi domkami na zboczu tworzy niesamowity kontrast, zapewniając widoki zapierające dech w piersi. To wyjątkowe połączenie bieli i błękitu, malownicze zachody słońca i niezapomniane widoki na morze przyciągają tutaj tłumy turystów. W pełni zrozumiałe, gorąco polecamy. W miasteczku Oia (czyta się „Ija”), warto zgubić się w białych uliczkach odkrywając na własną rękę to urocze miejsce. Nam udało się odkryć kilka pięknych punktów, skąd rozpościera się wspaniały widok na morze i osadę. Warto zejść również do starego portu Ammoudi Bay, gdzie znajduje się kultowa tawerna serwująca świeże owoce morza – Ammoudi Tavern. Będąc w porcie jesteśmy otoczeni wulkanicznymi klifami i krystaliczną wodą. Do portu prowadzi natomiast 280 schodów, więc powrót na górę w upalne dni jest nie lada wyzwaniem! Ci bardziej wygodni do portu i z powrotem udają się… na osłach (mułach!). W naszym vlogu zobaczyć możecie natomiast, dlaczego my drugi raz do portu byśmy się nie wybrali 😉 Jeśli chcecie uciec przed tłumami turystów, udajcie się w stronę wiatraka. Czekają na Was kręte, typowe dla Santorini uliczki, ale już nie tak tłumnie oblegane przez zwiedzających. Większość czasu byliśmy tam sami, a jedyni ludzie, których spotkaliśmy w tej okolicy, byli miejscowymi. Zachód słońca na Oia to obowiązkowy punkt wycieczki. Zdaniem wielu najlepiej podziwiać go z wysokości ruin zamku, który znajduje się tuż przy zejściu do portu Ammoudi. Warto udać się tam już godzinę lub dwie przed zachodem, aby zająć odpowiednie miejsce z widokiem na kalderę. Jednak według nas na wyspie są jeszcze lepsze, mniej zatłoczone miejsca do podziwiania zachodzącego słońca. Jak już wiecie, zachody słońca to w naszym wypadku obowiązkowy punkt wycieczki, ale podziwiając go w Oia, postanowiliśmy uciec kilka minut przed końcem słonecznej wędrówki i pobiegliśmy na autobus do Firy, zanim zrobiły to tysiące innych turystów. To była jedna z lepszych decyzji, w przeciwnym razie czekałoby nas minimum godzinne oczekiwanie w kolejce na wejście do autobusu. Fira – Firostefani – Imerovigli Świetny pomysł na spędzenie jednego z dni na Santorini to trasa prowadząca ze stolicy wyspy – Firy – przez mniejsze Firostefani, aż do kolejnej perełki na mapie, czyli Imerovigli. Trasa ta ma zaledwie km, ale jest tak malownicza, że pokonanie jej zajmie Wam zdecydowanie więcej niż teoretyczne 35 minut. Fira to miasteczko typowo turystyczne. Z dworca autobusowego prowadzą drogowskazy, za którymi warto podążać. Sklepy, sklepiki i małe tawerny – nie brakuje ich w trakcie zwiedzania. Miasteczko zawieszone jest na klifie, na wysokości 300m i jest drugim (zaraz po Oia) najchętniej odwiedzanym miejscem na Santorini. W Firze znajduje się port, do którego dostać się można kolejką „Cable Car” lub schodami. Ale uwaga! Nawet we wrześniu kolejka do kolejki była tak ogromna, że długo zastanawialiśmy się o co chodzi. Prawdopodobnie to turyści podróżujący statkami wycieczkowymi, którzy (jeśli tylko zdążą) odpływają z portu w dole miasta. Podążając głównymi alejkami, na zboczach klifów dotrzemy do kolejnej miejscowości – Firostefani. Spacerując, trudno wręcz zauważyć, że znajdujemy się już w kolejnym mieście. Piękne widoki na Morze Egejskie, biała zabudowa i kręte dróżki – czego chcieć więcej w czasie wrześniowej podróży? Ponadto po drodze znajduje się wiele restauracji, kawiarni i sklepów z pamiątkami, więc można chwilę odetchnąć. Na sam koniec miasto, które urzekło nas najbardziej – Imerovigli. Cudowne widoki, najpiękniejszy zachód słońca i niewielu – jak na Santorini – turystów. Warto usiąść i zjeść coś właśnie tutaj, gdzie ceny nie są tak wygórowane jak w Oia. W Imerovigli znajduje się też piękna cerkiew z niebieskim dachem – Anastasi Church. Kierując się alejkami w górę, natkniecie się na niejedno miejsce z pięknym widokiem na kościół i morze. Jeśli lubicie spacery i piesze wędrówki, wybierzcie się na Skaros Rock. Prawdopodobnie było ono kiedyś stolicą wyspy, ale w wyniku wybuchu wulkanu większość domów uległa tam zniszczeniu. Położone jest na krawędzi klifu, stąd więc zachód słońca musi wyglądać tam bajecznie. Jeśli macie więcej czasu możecie udać się z kolei w dół, do pięknie położonego kościoła Chapel of Panagia Theoskepasti. Nam zabrakło nieco czasu, więc postanowiliśmy odpocząć i podziwiać zachód słońca z tarasu Agios Georgios z widokiem na morze i wspomnianą Skaros Rock. Kamari Beach Kamari Beach to świetne miejsce jako baza noclegowa. Ceny pokoi są znacznie niższe niż w Imerovigli, a według nas jest to naprawdę świetne miejsce aby spędzić tu kilka dni. Plaża Kamari to czarna, wulkaniczna plaża. Jeśli planujecie kąpiel w morzu, warto wziąć ze sobą też odpowiednie buty, gdyż podłoże jest mocno kamieniste. Wzdłuż plaży znajduje się wiele tawern, knajp i sklepów z lokalnym rękodziełem. A jeśli znudzi Was plażowanie, wybierzcie się na intensywny spacer w górę, do starożytnej Thiry, podziwiać panoramę wyspy. Znajdują się tam archeologiczne wykopaliska pochodzące z IX w. Odwiedź Santorini, jest super! Mamy nadzieję, że Wasza wizyta na wyspie Santorini będzie równie piękna i udana jak nasza, a morze turystów nie zaburzy Waszego odbioru tej wyjątkowej wyspy. Jeśli będziecie mieli jakiekolwiek pytania czy sugestie dotyczące zwiedzania Santorini, to dajcie znać w komentarzu. No i szykujcie się – biało-niebieska grecka perła czeka na Wasze odwiedziny! 😊 🌅 Byliście już na Santorini? A może zwiedzaliście z naszym przewodnikiem? 🌅 Podzielcie się wrażeniami w komentarzach na FB albo dajcie znać na IG Stories!
Santorini, ach, Santorini! Piękne i wyśnione. Któż z nas nie chciałby zobaczyć Cię chociaż raz w życiu? Ileż to razy widzieliśmy w internecie zdjęcia tej niewielkiej wyspy? Ile filmów kręconych na Santorini obejrzeliśmy? Ile razy słyszeliśmy o Santorini, jako o najładniejszej i najbardziej znanej greckiej wyspie? No właśnie. I jak tu teraz na Santorini pojechać i się nie rozczarować? Czy ta wyspa słusznie uznawana jest za jedną z najpiękniejszych na świecie? Santorini w internecie Lecąc na Santorini trzymaliśmy swoje oczekiwania na wodzy. Doskonale wiedzieliśmy z czym się wiąże sława wyspy. W końcu ktoś musiał zrobić te dziesiątki zdjęć i filmików pojawiających się w internecie każdego dnia. I to co widać na tych filmach, zwyczajnie przerażało. Dzikie tłumy, tak można streścić to w dwóch słowach. Z jednej strony, internet kusił widmem podziwiania spektakularnych zachodów słońca wśród białych wiosek, z drugiej – odpychał absurdalnie wysokimi cenami i wizją przedzierania się przez tłumy, by cokolwiek dojrzeć. Tak więc od początku wiedzieliśmy na co się piszemy, chociaż marzyło nam się zwiedzenie wyspy nieobleganej przej przyjezdnych z całego świata, nie wydając przy tym miliona monet. Kto z Was miał lub nadal ma podobne marzenie? Marzenie o Santorini A więc dlaczego Santorini? Powody były dwa. Pierwszy z nich to fakt, że Santorini było jednym z pierwszych (obok Australii) naszych dziecięcych marzeń podróżniczych (no dobra, tylko Magdy…). I mimo przeczucia, że wyspa może być maszynką do robienia pieniędzy, to jakoś bardzo chcieliśmy to jedno z dziecięcych pragnień spełnić. Tak dla zasady. Drugim powodem było to, że mieliśmy zaplanowany pobyt w Atenach na prawie tydzień. Gdzie byśmy nie pytali, nie czytali, to wszędzie mówili – znudzicie się. To za długo. No to przejrzeliśmy wyszukiwarkę lotów, a tam… loty na Santorini za 9 euro. Bang! Gdyby ktoś jeszcze chciał nam wmówić, że podróżowanie musi być drogie, a lot na Santorini wart tyle, co siedziba króla Midasa. Przez długie lata tkwiliśmy w przekonaniu, że na Santorini dolecieć nie jest łatwo, a na pewno nie da się tego zrobić, nie tracąc przy tym małej fortuny. Że taki wyjazd można zorganizować tylko w z biurem podróży. Że na własną rękę się nie da. Błąd kardynalny. Dlatego po powrocie z naszej wycieczki postanowiliśmy pokazać, jak zaplanować podróż na Santorini samemu, w miarę oszczędnie i ciekawie. Ten poradnik jest dla wszystkich tych, którzy marzą o Santorini i wydaje im się, że budżet potrzebny na taki wyjazd ich przerasta. Znajdziecie tu informacje praktyczne o tym, jak zaplanować budżetowy pobyt na wyspie. A jeśli się nie musicie przejmować tak przyziemnymi sprawami? Także znajdziecie w tym tekście kilka wątków, które mogą Was zainteresować. Bo jeszcze taka jedna uwaga – jeżeli są to Wasze jedyne wakacje w roku, kiedy chcecie odpocząć, zaszaleć i nie zamierzacie oszczędzać, to wiadomo, że nikt nie zmusza Was do bidowania. Ale od tego trzeba odróżnić pragnienie częstego podróżowania, odwiedzania nowych miejsc i zwiedzania. Z czestymi wyjazdami wiążą się często spore wydatki, także z poniższych wskazówek najpewniej skorzystają osoby, które chcą wyspę zwiedzić, nie wybierają się tam na urlop wypoczynkowy, a raczej na zwiedzanie. Oto nasze 10 rad na tanie i przyjemne Santorini: 1. Leć na Santorini z przesiadką Na Santorini z Polski tanie linie lotnicze nie latają. Mamy do wyboru albo przesiadkę w Atenach i lot greckimi liniami Aegan za około 1500 zł w dwie strony, albo bezpośredni lot czarterem z biura podróży za… 1500 zł w jedną stronę. No dobra, to tak w uogólnieniu. Można znaleźć jakieś tam promocje za 400 zł w jedną stronę, w wyjątkowych sytuacjach taniej, ale trzeba być szczęściarzem, by na taką ofertę się załapać. A umówmy się, nie wszyscy szczęściarzami jesteśmy. Dlatego warto pomyśleć o niskokosztowych liniach typu Ryanair i Wizzair. Jednak może mamy trochę szczęścia, bo Ryanair w zeszłym roku uruchomił sporo nowych połączeń między Polską a stolicą Grecji. Ceny biletów są bardzo zachęcające. Przelot w dwie strony bez problemu można zamknąć w kwocie 300 zł, a czasem o wiele mniejszej. Podczas planowania późno jesiennego wyjazdu w Europie, natrafiliśmy na tanie bilety do Aten. W lipcowej promocji Ryanair, kupiliśmy bilety na listopad z Katowic do Aten za 79 zł w dwie strony. A bilety z Aten na Santorini? Za 9 euro! Także bilety na Santorini z Polski w dwie strony, z postojem na zwiedzanie Aten, wyniosły nas całe …156 zł. Aktualizacja: Latem 2021 w siatce połączeń Wizzaira pojawi się bezpośrednie połączenie z Krakowa i Warszawy na Santorini! 2. Nie korzystaj z wycieczek zorganizowanych na Santorini Jak świat długi i szeroki, na wszystkich grupach podróżniczych dotyczących greckich wysp, mniej więcej z częstotliwością trzech na godzinę, pojawiają się pytania o to, jak dostać się z Krety (lub innej wyspy) na Santorini oraz zbulwersowane „dlaczego to jest takie drogie?”. Bo jest. Bo takie prawo organizatorów wycieczek fakultatywnych. Zwietrzyli grubą kasę, bo wiedzą, że o Santorini marzą tysiące ludzi, którzy będą w stanie słono zapłacić, byleby zobaczyć na własne oczy wyspę marzeń. I nic na to nie poradzimy. Za taką wycieczkę (z biura podróży, jako wycieczkę fakultatywną lub zakupioną w miejscowym biurze), zapłacicie grube setki… euro! Jednodniowa wycieczka z Krety to koszt rzędu 150 euro od osoby. Sami nie korzystaliśmy z tego sposobu dostania się na Santorini, ale slyszeliśmy wiele negatywnych opinii od osób, które na taką wycieczkę się wybrały. Czasem zwiedzanie wyspy kończy się na przejściu kilku głównych ulic Thiry i powrocie na Kretę przed zachodem słońca. Nie polecamy takiego sposobu. Domyślamy się, że bliskość wyspy może kusić, kiedy spędzemy wakacje w pobliżu. Ale chyba trzeba się zastanowić, czy jest to warte tyle zachodu i pieniędzy, skoro można to zrobić samemu, taniej i na spokojnie? Samodzielny rejs promem Taniej wyjdzie, jeżeli sami zorganizujemy sobie taki rejs i wykupimy miejsce na promie płynącym na Santorini. Przykładowo, u przewoźnika Hellenic Seaways zakupimy bilet w jedną stronę za 50 euro. Nadal sporo, ale przynajmniej sami decydujemy co i kiedy zwiedzamy, a także ile czasu zostaniemy na wyspie. Inni przewoźnicy oferujący rejsy na wyspę to Blue Star Ferries oraz Sea Jets. A może z biurem podróży? Oczywiście wycieczki na Santorini oferują również biura podróży. Ucieszycie się, gdy zobaczycie ofertę tygodniowego urlopu na wyspie za 1700 zł? Na próżno. Oferta najprawdopodobniej nie będzie obejmowała wyżywienia, więc drugie tyle musicie doliczyć na śniadania, obiady itp. No chyba, że możecie się żywić poranną rosą. Za tygodniowy urlop ze śniadaniami zapłacimy średnio między 2 a 3 tysiące zł i w górę. Z dwoma posiłkami – od trzech do pięciu tysięcy. Jeżeli decydujecie się na wyjazd w ostatnim momencie, warto sprawdzić oferty last minute. Mogą być tańsze, niż bilety lotnicze kupione na ostatnią chwilę. Można upolować ofertę wczasów na Santorini za około 1000 zł bez wyżywienia, od 1200 zł ze śniadaniami i około 2300 z dwoma posiłkami dziennie. Jeśli więc biuro podróży, to polecamy raczej last minute. A jeśli ktoś nie chce przepłacać, a chciałby spędzić urlop w ekskluzywnym hotelu, o to również nie musi się martwić – na Santorini znajdzie się takich zatrzęsienie, a i tak pewnie zapłaci się mniej, niż za wycieczkę z biurem podróży. Santorini żyje dzięki turystyce, więc musi dbać też o odpowiedni standard. Chyba ciężko trafić tam na kiepski hotel. 3. Jedź na Santorini poza sezonem! Żeby bilety lotnicze były takie tanie, jedźcie poza sezonem! Ten punkt jest decydujący w sytuacji, jeśli nie chcemy na Santorini zbankrutować i to on zaważy na tym, czy ten wyjazd będzie oszczędny. Owszem, w wakacje zdarzają się niższe ceny, ale nigdy nie będą one tak niskie jak jesienią lub wiosną. Będziemy zawsze i wszędzie każdego do tego przekonywać. Nawet się nie zastanawiajcie. Nie jedźcie na Santorini w szczycie sezonu. Nie warto, nie ma sensu, szkoda pieniędzy i stresu. Dlaczego poza sezonem? Z wielu powodów: Brak turystów. Tanie loty. Tanie noclegi. Pozamykane na cztery spusty knajpy i sklepy, tak więc nie kusi, aby trwonić pieniądze. Tak tak, wszystko sprowadza się do pieniędzy. Żeby lepiej zobrazować sytuację, przekonamy Was do podróży poza sezonem na naszym przykładzie. Tak jak napisaliśmy w punkcie dotyczącym lotów na wyspę, bilety do Aten kupiliśmy w lipcu, a z Aten na Santorini trzy tygodnie przed wylotem, czyli na początku listopada. Na Santorini przylecieliśmy 29 listopada. Jakie były zalety takiej sytuacji? A) Tanie bilety – o czym wspominaliśmy już wcześniej. 150 zł za loty w dwie strony zamiast 1500 zł? Zdecydowanie jesteśmy na tak. B) Brak turystów – Santorini poza sezonem jest… puste. I nie chodzi tu o to, że turystów jest mniej. Ich po prostu nie ma. Możecie wierzyć lub nie, ale w miejscowości Oia (uznawanej za najpiękniejszą na Santorini) byliśmy zupełnie sami. I nie jest to przenośnia. W zwiedzaniu towarzyszyły nam tylko koty. To było jak spełnienie marzeń. Mogliśmy się dosłownie kłaść na środku uliczki i gapić godzinami na panoramę miasteczka. Robić setki (tysiące!) zdjęć, bez uprzykszania się innym turystom, przepychania się, stania w kolejkach, szukaniu takich kadrów, by nie było widać na zdjęciu dziesiątek Azjatów. Podziwiać zachody słońca w ciszy i spokoju. Po prostu odpoczywać i cieszyć się urokiem wyspy. W najśmielszych snach nie oczekiwaliśmy czegoś takiego – że będziemy mieć Santorini na wyłączność. A że nie ma turystów, to ceny też są z reguły trochę niższe. Mieszkańcy wyspy opowiadali nam, że w wakacje na Santorini jest tak wielu gości, że ludzie nie mogą się nawet dopchać do murków, tarasów i ulic, by zobaczyć osławione zachody słońca. Że nie da się przejść ulicą. Że czeka się w godzinnych kolejkach. Że panuje hałas, zgiełk i zamieszanie. Że nie da się zrobić spokojnie porządnych zdjęć. Że nie ma wolnych miejsc w hotelach i restauracjach. Takiego Santorini się spodziewaliśmy. I takiego nie było nam dane na szczęście poznać. Wyspa była tylko dla nas, więc nie mogliśmy się nią rozczarować. Czasem marzenia jednak się spełniają… C) Niższe ceny i tanie noclegi – tutaj sprawa ma się podobnie, jak w przypadku tanich lotów. Skoro jest poza sezonem, to miejsca noclegowe nie są horrendalnie drogie i można znaleźć coś w przyzwoitej cenie. I w ogóle, jakoś wszystko wydaje się tańsze. Swoją droga, zabudowania wiosek na Santorini są tak bardzo skondensowane, że niewiadomo gdzie kończy się, a gdzie zaczyna kolejny osobny dom czy hotel. Między nimi biegną urocze uliczki, z których można… podglądać sąsiadów. Nie wyobrażam sobie sytuacji, gdy w sezonie zajmuje jeden z hotelowych pokoi i tarasów, a turyści widzą wszystko przez moje okna, stoją przy moim balkonie lub widzą, jak się opalam lub kąpię w jacuzzi. Santorini w sezonie nie zapewnia prywatności. Jeśli więc liczycie na romantyczną atmosferę podczas wakacji z ukochaną osobą, przeliczycie się. D) Pozamykane restauracje i sklepy – wiemy, że może to brzmieć co najmniej dziwnie, bo jakaż niby w tym zaleta? My upatrujemy w tym jedną i to znaczną – oszczęśność. Kiedy wszystko pozamykane na cztery spusty, człowieka nie kusi tak, by trwonić pieniądze na prawo i lewo. A możecie się domyśleć, że ceny na Santorini do niskich nie zależą. Gwarantuje, że gdy zobaczycie ceny, oko Wam zbieleje. Nam zbielało. Najtańsza mała kawa za 4 euro… Ale gdy widzi się te tarasy widkowe w restauracjach, chciałoby się wejść i zamówić wszystko jak leci. Oczywiście lubimy (i robimy to dość często) podczas podróży usiaść gdzieś, próbować lokalnych smaków, chłonąć klimat. Ale dobrze wiemy, że są na świecie takie miejsca, w których jest to zawyczajnie drogie i przy tak częstych podróżach nie zawsze możemy sobie na taką przyjemność pozwolić. Takim miejscem było właśnie Santorini. Ale jeśli mamy wybór – nie lecieć w ogóle lub lecieć, trochę się ograniczać, ale móc zobaczyć takie widoki, to zawsze wybierzemy opcję numer dwa. Nie jest też tak, że wszystko jest nieczynne. Trochę restauracji pozostaje otwartych i… zupełnie pustych. Można poczuć się po królewsku, kiedy kelnerzy zajmują się tylko Wami. Budki z fast foodami i sklepy też się znajdą. Z głodu nie umrzecie! E) Pogoda – powiemy krótko. 30 listopada 2017 roku, godzina 15:20, temperatura 20 stopni. Lekki wiaterek. Przez cały pobyt na wyspie nosiliśmy krótkie spodenki i koszulki, było słonecznie, a momentami nawet za gorąco. Może nie była to już pogoda na kąpiele, ale wydaje nam się, że kąpiel w morzu nie jest chyba najważniejszym z powodów, dla których odwiedzamy Santorini. Trzeba przyznać, że w niektórych momentach zawiało trochę mocniej, zwłaszcza wieczorami, które były już chłodne. Naszym zdaniem odradzanie podróży na Santorini jesienno – zimową porą jest niesłuszne. Owszem, momentami dość mocno wieje, ale nie sa to przecież jakieś trąby powietrzne, a pogoda do zwiedzania jest przyjemna. 4. Szukaj noclegów w głębi wyspy Oglądając zdjęcia Santorini, na pewno zdążyliście się już zorientować, że wioski na tej wyspie położone są bardzo wysoko, na szczycie wulkanicznej kaldery. Jeśli tego nie wiecie, to na miejscu przeżyjecie zaskoczenie (tak jak my). Niby na zdjęciach widać, że rzędy białych domów zdobią ciemne skały Santorini, jednak dopiero na miejscu dociera do nas, jak wysoko są one ulokowane. Jak możecie się też domyślić, najpiękniejsze widoki rozprościerają się z tych hotelowych okien, które znajdują się na samym skraju kaldery, tuż nad morzem. Z tych bowiem hoteli najlepiej widać inne okoliczne zabudowania, pozostałą część i inne wyspy, zachody słonca i granatowe morze. Co za tym idzie, noclegi w takich miejscach są zazwyczaj najdroższe. Ile kosztują noclegi na Santorini? Jest na to jeden sposób – szukanie noclegów poza głównymi miejscowościami, takimi jak Oia i Thira, gdzie będzie najdrożej. Podeprzyjmy przytoczone fakty cyferkami. Najtańszy na całej wyspie nocleg dla dwóchch osób w sierpniu, w miejscowości Oia – 490 zł. (Za jedną noc! NAJTAŃSZY! Gdyby ktoś jeszcze miał wątpliwości, czy warto jechać poza sezonem…). Nocleg w mało znanej miejscowości, a równie urokliwej, położonej dalej od skraju kaldery, w tym samym sierpniowym terminie – 230 zł. Noclegi rezerwowane z dużym wyprzedzeniem z pewnością będą tańsze. Dla porównania, nocleg w Oia dla dwóch osób w połowie listopada – 113 zł za dwie osoby. Znaczna różnica? Jaki nocleg na Santorini polecamy? Wyszliśmy z założenia, że na Santorini pewnie prędko nie wrócimy, dlatego chcemy w pełni skorzystać z uroków wyspy. Postanowiliśmy zapłacić trochę więcej i jedną noc spędzić w samym centrum Oia, w jego najładniejszej części. W listopadzie 2017 roku, w uroczym, apartamencie (trzy gwiazdkowym) dla dwóch osób, białego charakterystycznego domu na Santorini, z przepięknym widokiem, tarasem i komfortowym pokojem, aneksem kuchennym, zapłaciliśmy 240 zł za noc dla dwóch osób. Hotel nazywa się VIP Suites i ręką na sercu możemy to miejsce polecić. Jak na taką lokalizację, cena była stosunkowo niska. 5. Przemieszczaj się po Santorini transportem zbiorowym Wyspa jest na tyle mała i posiada na tyle dobrze zorganizowany transport publiczny, że spokojnie uda Wam się zwiedzić Santorini przemieszczając się tylko autobusami. Na szczęście, bilety nie są drogie. Przykładowo, za przejazd z Thiry do Oia zapłacicie jedynie 1,5 euro. Bilety zazwyczaj nie są droższe niż 2 euro. Jednak ci wszyscy turyści, którzy odwiedzają Santorini w sezonie, również muszą się czymś poruszać. Wyobraźcie sobie, jak musi wyglądać dostanie się do takiego autobusu w trakcie wakacji. Z pewnością będzie to zadanie bardzo utrudnione. W listopadzie w autobusach podróżowaliśmy zazwyczaj my i miejscowi. Wypożyczenie auta w sierpniu będzie kosztowało co najmniej około 1400 zł za 7 dni. Sprawdzając wypożyczalnie za 3 miesiące do przodu, najtaniej auto w sierpniu wypożyczyć się da własnie za taką kwotę. Możliwe, że jeśli dokonacie rezerwacji z wyprzedzeniem, ceny będą niższe. Chociaż gdy sprawdzaliśmy ceny na lipiec 2019 roku, wypożyczenie auta na 7 dni kosztowało jeszcze więcej, bo aż 1500 zł. A w połowie października już za 390 zł za 7 dni. Ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości co do sezonu? 6. Zwiedzaj Santorini pieszo Piesze wędrówki po Santorini będą najlepszym sposobem na poznanie uroków tej wyspy. Santorini nie jest wielką wyspą, więc jeżeli ktoś lubi przyjemne trekkingi i niewymagające trasy, podczas których można się cieszyć wspaniałymi widokami, na Santorini nie będzie mógł narzekać. Szczególnie możemy polecić spektakularną trasę łączącą Thirę z miejscowością Oia. Przeszliśmy tę drogę z naszymi bagażami w ciągu około 5 godzin, z czego jedną godzinę poświęciliśmy na piknik, a do tego nie zliczymy ile czasu poświęciliśmy na robienie zdjęć i filmów (w ciągu trzech dni zrobiliśmy ich ponad 6 tysięcy). Mimo, że liczy sobie około 10 kilometrów i miejscami wiedzie pod górę, nie jest to trasa trudna i wymagająca. Na ścieżce nie spotkaliśmy ani jednej osoby. Widoki były tak obłędne, że nie chciało się kończyć tej wycieczki. To był jeden z najprzyjemniejszych trekkingów w naszym życiu. 7. Wybierz nocleg z aneksem kuchennym Możecie się śmiać, że cebulaki i tak dalej, ale nie będzie Wam już tak do śmiechu, jak zobaczycie na Santorini ceny w restauracjach i sklepach. Jak ktoś nie musi się przejmować budżetem, to na wyspie może spędzić wspaniały urlop podczas degustacji miejscowych potraw i trunków w klimatycznych restauracjach, których znajdzie się od groma. Jeśli ktoś jednak woli nie wydać na wyspie w ciągu weekendu równowartości sumy biletu do Azji, warto poszukać noclegu z aneksem, przywieźć trochę jedzenia ze sobą i cześciowo zaopatrzeć się w miejscowych sklepach. Jeżeli przyjedziecie na Santorini na dłużej, niż trzy dni, na dłuższa metę może to się okazać męczące. Prędzej czy później pójdziecie do jakiejś restauracji i dostaniecie zawału nad rachunkiem. Jeśli jednak Santorini odwiedzacie na krótko, warto przywieźć ze sobą własne zapasy. Można ten dzień czy dwa spokojnie przeżyć bez wykwintnych dań, przyrządzając coś na szybko w domu. Nie chodzi też o to, by przez pare dni żywić się jedynie zupkami chińskimi i pięknymi widokami. Ale mając w pokoju lodówkę, śniadania i kolacje można jeść w hotelu, z równie ładnym widokiem, co w restauracji za rogiem. Zawsze jest to jakaś oszczędność. 8. Wybieraj restauracje oddalone od skraju kaldery Tak to już niestety na Santorini jest, że im ładniejszy widok, tym droższa restauracja. Chcecie romantyzmu, ujmującej panoramy, świec, muzyki na żywo, atmosfery i niepowtarzalnego klimatu? Tak, na Santorini bez porblemu znajdziecie takie miejsca. Ale za widok się płaci. Jeśli nie chcecie popłynąć z gotówką, miejcie to na uwadze zanim wejdziecie do jakiejś knajpy. Urocze miejsca znajdziecie też z pewnością w mniej popularnych częściach wyspy. Tutaj znowu sprawdza się stara zasada – zdala od głównych miejscowości i punktów turystycznych, a od razu niższe ceny. Tanie jedzenie (a może raczej tańsze), znajdzie się w mniej turystycznych miejscowościach, gdzieś w głębi wyspy. W samym Oia mniej zapłacicie w restauracjach oddalonych od głównej promenady. W restauracjach „bez widoku”, położonych dalej od najpopularniejszych punktów na wyspie, za posiłek zapłacicie średnio 10-15 euro. Na stół często wjeżdżają przystawki, których nie zamawialiście. Nie ruszajcie ich, jeśli nie chcecie zapłacić więcej, niż planowaliście – one też są płatne. Na sporo tańszych fast foodów natraficie też w Thirze. Raczej bez problemu dostaniecie sycące souvlaki lub frytki za około 3 euro. A w razie czego, zawsze możecie pójść do Mcdonalda 😀 9. Planuj z wyprzedzeniem Zasada, która sprawdza się zazwyczaj w przypadku znanych, turystycznych miejsc, przy plnowaniu wyjazdu na Santorini powinna być przykazaniem. Z racji tego, że wyspa jest tak oblegana, szanse na zaklepanie taniego noclegu, niedrogie wypożyczenie auta czy znalezienie dobrych biletów na lot zmniejszają się wprost proporcjonalnie w miarę zbliżania się terminu wyjazdu! Nie czekajcie na ostatni moment i wybiegajcie z planami do przodu. Wtedy nie przepłacicie. 10. Nie nastawiaj się Bądźcie powściągliwi. Nie nastawiajcie się. Jak to z turystycznymi miejscami bywa, Santorini może wydać się komuś przereklamowane. Kiedy słyszymy o jakimś miejscu przez całe życie same ochy i achy, to nasze oczekiwania rosną i nastawiamy się na Bóg wie jakie cuda. Jednak musimy pamiętać, że Santorini jest popularne, a to pociąga za sobą pewne istotne skutki. Jechaliśmy z nastawieniem, że trafimy do turystycznego piekiełka. Zdarzyło się inaczej i Santorini nas zauroczyło. Oczywiście, oznaki tego turystycznego piętna, którym jest naznaczone, widoczne są także poza sezonem. Jednak kiedy zdajesz sobie z tego sprawę już przed wyjazdem, że jest to miejsce niezwykle znane, a przez to też może nie do końca autentyczne, podczas wyjazdu nie rozczarujesz się. Może być tylko na odwrót – że wyspa również Cię zauroczy. Czy warto jechać na Santorni? Naszym zdaniem tak. Ale raczej poza sezonem. Santorini w trakcie sezonu nie jest warte tyle zachodu i pieniędzy, co chyba dobitnie udowodniliśmy tym postem. Jest to nasza prywatna opinia i nie chodzi tu o to, że Santorini jest brzydkie czy nie warto go odwiedzić. Warto. Ale kiedy widzimy, ile kosztuje to w trakcie wakacji, to łapiemy się za głowę. Za taką sumę moglibyśmy zorganizować 3 – tygodniowe wakacje w Azji. A skoro można to zrobić kilka (kilkakaście?) razy taniej, ledwie pare miesięcy później – to czemu nie? O Santorini poza sezonem możemy wypowiadać się raczej w samych plusach. Takie Santorini lubimy, takie nam sie spodobało, takie nas zaskoczyło. I takie Santorini wybieramy. A Wy? Nadal myślicie, że podróż na Santorini musi być bardzo droga i nieprzyjemna ? Spójrzcie na zdjęcia. Niech mówią same za siebie.
santorini miejsca do zdjec